Z życia chóru

2009 – 2010

2011 – 2012

2013 – 2016

2017 – 2021

Babie lato

26.09.2010

No i mamy jesień…
     W niedzielę 26.09.2010 roku nasz chór wziął udział w mikołowskim muzycznym Babim Lecie, przedstawiając krótki, lekki i przyjemny program. Impreza miała odbyć się w plenerze, ale aura zawiodła, więc część artystyczna została przeniesiona do sali Domu Kultury. Tegoż dnia odwiedził nas zaprzyjaźniony chór z Klimkowic, który również dał krótki koncert. Część oficjalną zakończyło wspólne zdjęcie na Rynku. Udaliśmy się potem na wspólną biesiadę, pełną wspomnień, śpiewów i ogólnej radości ze spotkania. Pożegnaliśmy naszych czeskich przyjaciół ulewnym deszczem, który po dawce pozytywnej energii wydał się mżawką.
Śpiew przynosi radość, łączy ludzi i wnika do serc…

/Danka/

Ons Nederlands Vrienden

11 – 14.09.2010

     W dniach 11-14 września po raz kolejny mieliśmy przyjemność spotkać się z członkami zaprzyjaźnionego chóru O.B.K. z Beuningen w Holandii. Tym razem to oni byli naszymi gośćmi.
     W sobotni poranek na lotnisku w Balicach zostali powitani przez delegację „Harmonii” – Mariolę, Magdę, Piotra oraz wspaniałą tłumaczkę Sonię. Sonia była dla nas prawdziwym błogosławieństwem ze swoją znakomitą znajomością tego skomplikowanego języka oraz swobodą w posługiwaniu się nim. Towarzyszyła Holendrom przez wszystkie dni.
     W pierwszym dniu pobytu nasi goście zwiedzali Kraków, skąd po obiedzie udali się autokarem do Mikołowa, do hotelu – o jakże wymownej nazwie… „Pod Wiatrakami”. Tam, po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku odbyło się nasze wspólne spotkanie – biesiada, śpiewy, tańce i rozmowy w różnych językach – z przewagą migowego:). Zabawa skończyła się przed północą, ponieważ w niedzielny poranek nasi goście wraz z Sonią, Magdą, Agnieszką i Przemkiem wyjechali do Wisły, gdzie między innymi odbyli przejażdżkę bryczką oraz jedli kiełbaski samodzielnie upieczone na ognisku. Wisła powitała ich słońcem i barwami polskiej złotej jesieni, chociaż w Mikołowie było w tym dniu buro i ponuro.
     Na niedzielny wieczór zaplanowaliśmy wspólny koncert z cyklu „Harmonia i jej goście” w mikołowskim MDK, podczas którego Sonia pokazała wszystkim swój kunszt translatorski tłumacząc słowo wiążące prowadzącej koncert pani Maryli. Wystąpiliśmy jako pierwsi, przy akompaniamencie niepowtarzalnego Monsieur Gizdo:). Po bardzo udanym występie chóru O.B.K. wykonaliśmy wspólnie dwa utwory: „Song of peace” – dyrygował Leo Driesenaar oraz „Alleluja” N. Feibla – tu nasza pani dyrygent miała niewątpliwą przyjemność prowadzić połączone chóry poprzez nieco większą niż zazwyczaj ilość zwrotek tej radosnej pieśni, a nasz wspaniały pianista mógł grać, grać, grać….
Na zakończenie koncertu goście przygotowali dla nas niespodziankę – tradycyjny holenderski skecz w ich ojczystym języku (otrzymaliśmy polskie tłumaczenie). Były kostiumy, charakteryzacja, wspaniała gra aktorska i śmiech do łez zarówno ze strony oglądających, jak i wykonawców.
     W poniedziałek my udaliśmy się do swoich codziennych zajęć, a nasi goście w towarzystwie Henia, Piotra i Soni zwiedzali kopalnię soli w Wieliczce. Ponieważ chcieli się z nami pożegnać, zaprosili nas do hotelu po wieczornej próbie „Harmonii”. Okazało się – nie pierwszy raz – że najbardziej udane są imprezy spontaniczne. Pomimo bariery językowej atmosfera spotkania była bardzo ciepła i serdeczna. Czasem nie potrzeba wielu słów, by znaleźć wspólny język. Nasze rozśpiewane pożegnanie zakończyło się o 22.00, Holendrzy mieli przed sobą podróż do domu, a my – perspektywę porannego wstawania do pracy.
     To były bardzo intensywne dni, zwłaszcza dla tych z nas, którzy zorganizowali pobyt gości, towarzyszyli im podczas wycieczek, zadbali o sprawy finansowe, organizacyjne i o każdy najdrobniejszy szczegół. Należą im się za to ogromne słowa podziękowania od wszystkich „Harmonistów”, co niniejszym czynię.

/Gosia/

Natchniona HARMONIA

14.08.2010

     W czerwcu nasz chór został zaproszony do udziału w wielkim wydarzeniu – widowisku multimedialnym z gatunku son et lumiėre na błoniach książęcego zamku w Siewierzu pt.:„Komnata natchnień”. Z zaproszeniem przybył świetny pianista i kompozytor oraz twórca kilku widowisk teatralnych, autor muzyki do tego spektaklu – Pan Stanisław Witta. Po chwili zawahania Pani dyrygent postanowiła zaryzykować i zaczęliśmy intensywne przygotowania do „Komnaty”. Skład chóru był już okrojony z powodu wakacji, ale mimo to podjęliśmy wyzwanie. A było nie lada wyzwanie !!! W przeciągu miesiąca musieliśmy nauczyć się utworu składającego się z siedmiu części – Zjawy zamkowe, Przemarsz wojska, Bitwa siewierska, Komnata, Walc Zapolskiej, Chór Biskupa oraz przepiękny Finał. W naszych próbach uczestniczył zawsze pełen optymizmu Stanisław Witta, który nieraz wprowadzał innowacje do uczonego przez nas utworu.
     Nagranie w Radio Katowice, na które musieliśmy być już przygotowani, było dla wszystkich wielkim stresem. Wielokrotne nagrywanie tych samych taktów mogło wykończyć profesjonalistów, a co dopiero nas – amatorów. Zrezygnowanie nieraz malowało się na twarzy naszej kierowniczki artystycznej oraz kompozytora. Nagranie przeciągnęło się do bardzo późnych godzin nocnych i niestety nie wszystko udało się zapisać … nagranie musiało zostać dokończone. Na szczęście następnym razem uporaliśmy się z nim sprawniej. Partię solową w części „Walcu Zapolskiej” wykonała dodatkowo nasza solistka Ola.
     Próba generalna w przeddzień widowiska miała miejsce już przy zamku siewierskim i skończyła się także późno w nocy. W tym dniu mieliśmy okazję poznać i otrzymać autografy od znanych artystów występujących również w widowisku – Artura Barcisia i Anny Dereszowskiej.
     Nadszedł ten wielki dla nas dzień – 14 sierpnia 2010 roku. Podczas naszej próby w podziemiach zamku, na małej scenie występowały już lokalne zespoły. Tę część imprezy zakończyła swoim występem Ewelina Flinta. Czas na „Komnatę natchnień” nadszedł….. Tysiące widzów, setka artystów i my wśród nich! Po kolei na scenie obok pojawiały się postaci związane z zamkiem siewierskim: król Władysław Jagiełło, grany przez Artura Barcisia, biskup Oleśnicki, Gabriela Zapolska oraz Czarna Dama czyli mikołowianka Anna Dereszowska. W przerwach gry aktorów na scenie wystąpił bardzo atrakcyjnie wyglądający nowoczesny Art.Color Balet z Krakowa, a dodatkową atrakcją dla widzów, tak licznie zgromadzonych na błoniach, były przeróżne obrazy wyświetlane na ruinach zamku techniką mappingu. Jedynie na telebimach mogliśmy obserwować, co dzieje się na równoległej scenie i przy ruinach zamku. Od czasu do czasu pojawiały się na nich również „śpiewające głowy” harmonistów.
     Czy komnata natchnień znajdująca się w zamku i będąca głównym wątkiem sztuki, kryjąca w sobie czakram dający każdemu energię, natchnęła nas choć trochę? Myślę, że tak!
Osobiście czuję ogromną satysfakcję z wykonanej ciężkiej jak dla amatora pracy, a wspomnienie rozpromienionej twarzy naszej nieocenionej Pani dyrygent pozostanie długo w mojej pamięci. Czas poświęcony na wielogodzinne próby nie poszedł na marne, a udział w widowisku u boku takich znakomitych artystów, był dla mnie niezwykłym i niezapomnianym przeżyciem. Szkoda, że część naszych chórzystów nie wzięła udziału w tym widowisku. Życzę im, aby mieli więcej wytrwałości i jeszcze niejedną okazję wzięcia udziału w podobnym projekcie.
     Sukcesów na kolejne miodowe lata – takie życzenie napisał nam wraz z autografem Artur Barciś. Oby kolejne lata obfitowały w naszym planie pracy w takie wspaniałe występy! Bo przecież ostatecznie o to chodzi – aby śpiew był wielką fascynującą przygodą!

/Aga/

Wyjazd na Litwę

02 – 06.06.2010

     Nasza wyprawa na Litwę, a przede wszystkim do Wilna, rozpoczęła się wieczorem 2 czerwca tego roku. Część z nas wyruszała z sentymentem – bo już po raz drugi, a część z zaciekawieniem. Wyjazd ten był możliwy dzięki ponownemu zaproszeniu Pani Apolonii Skakowskiej – prezes Centrum Kultury Polskiej na Litwie – kobiety nietuzinkowej i jedynej w swoim rodzaju.
Ale o Pani Apolonii będzie później.
     Wyruszyliśmy o godzinie 19.00 naszym wspaniałym różowym autobusem (o którym śpiewaliśmy nawet piosenkę, ale o tym też później). Co prawda niektórym trochę lała się woda za kołnierz, ale od czego są pomysłowość, kubek i kawałek szmatki. Zresztą niewielkie mankamenty autobusu w pełni zrekompensowali nam wspaniali kierowcy, którzy w bardzo szybkim tempie zasymilowali się z chórzystami i aż dziw bierze, że jeszcze nie wstąpili w nasze szeregi.
      14-godzinna podróż minęła nam bardzo szybko (co prawda gdzieś zginęła nam jedna godzina, bo u nas była dopiero 10, a w Wilnie już 11). W tym to właśnie czasie do autokaru, przed Ostrą Bramą wsiadła Pani Apolonia i już po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w Mickunach, gdzie na zaproszenie proboszcza zaśpiewaliśmy na mszy świętej w dniu Bożego Ciała. I chociaż byliśmy zmęczeni kilkunastogodzinną podróżą i ogromnym upałem, który nas trochę zaskoczył, staraliśmy się dać z siebie wszystko. Przede wszystkim dla wspaniałej miejscowej ludności – w większości polskiej, która przyjęła nas bardzo serdecznie i gorąco. A nas za serce chwytały dzieci i młodzież w polskich ludowych strojach, dziewczyna mówiąca piękną polszczyzną i wspaniałe przyjęcie księdza proboszcza, który zadbał nie tylko o coś dla ducha, ale też dla głodnego ciała.
      Po mszy i poczęstunku na probostwie, szybko przebraliśmy się w autobusie w nasze galowe stroje (niektórzy ze względu na temperaturę wewnątrz – przed autobusem) i wróciliśmy do centrum Wilna, by w Kościele Św. Ducha zaśpiewać na mszy świętej przed niezwykłym obrazem „Jezu, ufam Tobie” namalowanym według wizji siostry Faustyny Kowalskiej (następnego dnia zwiedzaliśmy dom, w którym siostra Faustyna mieszkała podczas pobytu w Wilnie). Najpiękniej zabrzmiała pieśń „O piękności niestworzona” do słów siostry. Potem już tylko obiad i do hotelu na zasłużony wypoczynek.
     A następnego dnia od rana zwiedzanie – Brama Bazyliańska i miejsce szczególne dla Polaków – cela Konrada, w której więziony był Adam Mickiewicz i cerkiew Św. Ducha. Potem przerwaliśmy zwiedzanie, by udać się do polskiego liceum gdzie zaplanowany był nasz godzinny koncert. Kiedy wszyscy zgromadzeni powstali podczas śpiewania „Roty” wielu z nas zacisnęło się gardło, ale dla słuchaczy i dla chyba najbardziej wzruszającym momentem była „Barka” wykonana na koniec, która wywołała łzy i wzruszenie zarówno tych, za plecami pani dyrygent jak i tych, stojących przed nią. Myślę jednak, że na wielu chórzystach najmocniejsze wrażenie pozostawił „Walc Barbary” z „Nocy i dni” – a dlaczego to już nasza słodka tajemnica.
     Po koncercie i poczęstunku w szkolnej stołówce wróciliśmy do zwiedzania –przepiękny Kościół św. Piotra i Pawła, Katedra pw. Św. Stanisława i Władysława z Kaplicą Królewską, Góra Trzech Krzyży ze wspaniałą panoramą Wilna – wszystkie te miejsca zachwycały nas i urzekały. Dlatego też, gdy po obiedzie wróciliśmy do hotelu, wielu z nas wybrało się jeszcze na wieczorny (a niektórzy nocny) spacer po uliczkach Wilna.
     Sobota zapowiadała się równie pracowicie. Po śniadaniu nadszedł moment oczekiwany przez wielu z nas z wielką niecierpliwością – chwila modlitwy, zadumania i skupienia przed cudownym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. W tym nastroju wyruszyliśmy do miejsca szczególnego dla wszystkich Polaków – cmentarza na Rossie, gdzie spoczywają wybitni i zasłużeni. Przed bramą spotkaliśmy harcerzy zbierających fundusze na renowację cmentarza. Wielu z nas dorzuciło swój grosik, gdyż wielkie wrażenie zrobiły na nas zarówno pomniki pięknie odnowione, jak i te czekające na powrót do świetności. Przed murem cmentarza znajduje się skromny cmentarzyk żołnierski, a na nim miejsce, w którym kłębił się największy tłum – skromny grób z prostym napisem – „MATKA I SERCE SYNA” – to tu spoczywa serce Marszałka Józefa Piłsudskiego i jego matki.
     Pobyt na Rossie był zaledwie początkiem sobotnich wrażeń, bo w tym dniu zwiedziliśmy także wspaniały gotycki kościół św. Anny oraz usytuowany tuż obok kościół św. Franciszka i św. Bernardyna, zatrzymaliśmy się na chwilę przed pomnikiem Adama Mickiewicza. Mieliśmy także czas na wypicie kawy w wielu wileńskich kawiarenkach do wyboru (soprany wybrały oczywiście kafejkę o wdzięcznej nazwie „Soprano”). A i pieniążki na upominki też mieliśmy kiedy wydać.
     Po wspaniałym obiedzie czekał nas ostatni występ, podczas którego uświetniliśmy – a przynajmniej taką mamy nadzieję – wieczorną mszę św. W kościele św. Teresy, stopionym jakby w jedną całość z Kaplicą Ostrobramską. Po mszy, dokładnie pod kaplica z cudownym obrazem zaśpiewaliśmy „Ostrobramską Naszą Panią” co zostało uwiecznione przez liczną grupę Japończyków, których co prawda nie rozumieliśmy, ale którzy kiwali głowami z aprobatą więc, kto wie – może kolejny wyjazd to będzie Japonia.
     Nie był to oczywiście koniec wrażeń w tym dniu, bowiem wieczorem nastąpił długo wyczekiwany przez wielu moment – wspólna impreza, bardzo nieformalna, roztańczona i rozśpiewana – było kilka zaskakujących występów solowych i zespołowych (to tu uhonorowaliśmy naszych świetnych kierowców brawurowym wykonaniem utworu „Autobus różowy”).
Moglibyśmy się tak bawić jeszcze długo, ale niestety trzeba było wracać – a wracaliśmy naprawdę baaardzo długą drogą.
     Ostatni dzień naszego pobytu przywitał nas deszczem, ale zanim dojechaliśmy do Trok, to pięknie się wypogodziło i malowniczy zamek na wyspie zrobił na nas niesamowite wrażenie. Troki to pierwsza stolica Litwy, miejsce o ogromnym znaczeniu dla kultury i historii tego państwa, położone wśród niepowtarzalnej przyrody litewskich jezior. To właśnie na zamku, w sali reprezentacyjnej o pięknym gwiaździstym sklepieniu i wspaniałej akustyce, zaśpiewaliśmy po raz ostatni. „Tiebie poiom”, „Bohorodice Djevo”, „Kleszczmy rękoma” zadedykowaliśmy Pani Apolonii, bez której życzliwości nie przywieźlibyśmy z tej wyprawy tylu wrażeń i wiadomości o Litwie, Wilnie, sytuacji Polaków tam żyjących. Poświęciła nam cztery niezwykle intensywnie zapełnione dni i spowodowała, że długo jeszcze będziemy mieli co wspominać.
     A droga powrotna… Okazuje się, że śpiewać można wszędzie, nawet w autobusie. Nie przeszkadzają wtedy ani upał, ani korki na drodze, ani perspektywa pójścia do pracy następnego dnia. A jeśli czegoś żałujemy to chyba tylko tego, że nie było z nami naszego ulubionego, świetnego akompaniatora – mamy nadzieję, że następnym razem pojedzie już z nami. A gdzie to będzie i kiedy – któż to wie.

/Justyna/

Muzyka filmowa w Mikołowie

24.04.2010

     Przygotowania, próby z orkiestrą, bez orkiestry, próby dodatkowe, próby wspólne i w grupach, warsztaty muzyczne itp., itd. Trzy miesiące na wariackich papierach, a potem… „dwie dziurki w nosie i skończyło się.” Jednak zacznę od początku.
24 kwietnia 2010 r. nasz chór wystąpił po raz pierwszy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mikołowie. Wystartowaliśmy o godzinie 16.00 w zupełnie innej niż dotychczas konwencji. Temat chwytliwy i dla każdego przyjemny: „MUZYKA FILMOWA.”
     Publiczność mogła popłynąć z dźwiękami muzyki. Czegóż tam nie było? „Doktor Żywago”, „Śniadanie u Tifaniego”, „Polskie drogi”, „Noce i dnie,” West side story”, „Czterej pancerni”, „Szeregowiec Ryan”, „Misja”, „Anastazja”, „Książę Egiptu”, „Król lew” a nawet „Zakonnica w przebraniu” (w zasadzie cztery zakonnice).
     Wiele utworów zostało zaaranżowanych przez naszego nieocenionego Romka Gizdonia, któremu chyba nigdy nie przestaniemy dziękować. Pomogła nam również orkiestra składająca się z młodych muzyków katowickiej Akademii Muzycznej oraz muzycy z Siemianowic Śląskich.
Wystąpili soliści. Tymoteusz Bies zagrał kilka utworów Chopina, a Tadeusz Wita i Edyta Sacha brawurowo wykonali na akordeonach „Liber tango”.
Całość poprowadzili: Ola Hanus i Henio Kasperek, którzy dowcipnie (jak zawsze) i błyskotliwie nawiązywali do każdego filmu, z którego muzyka była wykonywana.
     Gala muzyki filmowej nie mogła obyć się bez Oscarów – a jakże! Nagrody dostali najbardziej zasłużeni – Pani Dyrygent, Pani Prezes, Pani Maryla Gasz – nasza konferansjerka, Romek Gizdoń – „nasz osobisty aranżer” jak wspomniałam wcześniej oraz solistki – Ola Hanus i Agnieszka Stec (czyli „Stecówna”), które i tego wieczoru miały swoje pięć minut.
     Galę Oskarową rozpoczęły fanfary skomponowane i przygotowane na tę właśnie okazje przez Romka Gizdonia.
     Jak na Oskary przystało rozdano je w kilku (tutaj:) kategoriach – no – niezupełnie muzycznych czy filmowych. Dla naszej dyrygentki, kobiety z wielką charyzmą, dwuosobowe jury przyznało statuetkę w kategorii THE BEST OF MUSI BATUTEN (i nie ma tu błędów w pisowni) w postaci laski góralskiej z miejscem na nuty i dzwonkiem. Ta nowa batuta ma służyć uciszeniu 60.osobowej grupy, nie do końca zdyscyplinowanych chórzystów.
     Nagrodę w kategorii BEST YA-MÓVI (bestia mówi) otrzymała nasza długoletnia i jedyna w swoim rodzaju Maryla czyli Maria Gasz, konferansjerka Harmonii z wielkim talentem literackim i poetyckim. Statuetką był srebrny mikrofon. Na złoty musi jeszcze zasłużyć…
     Nie było dla nas wielkim zaskoczeniem, gdy prezenterzy wywołali kolejnego laureata, tym razem pierwszej i nieostatniej nagrody w kategorii BEST OF GRAY dla nieocenionego, świetnego pianisty, naszego akompaniatora – Romka Gizdonia.
     Kolejnymi laureatkami, tym razem w dziedzinie BEST OF VOK, były nasze młode (i jakże urodziwe i pełne wdzięku w swoich czerwonych sukniach) solistki Ola Hanus i Agnieszka Stec. Potwierdziły swój talent wykonując chwilę później utwór „When you believe” z filmu animowanego „Książę Egiptu”. Statuetki przedstawiające ogromne żaby niech będą dla nich motywacją do zdobycia następnym razem słowików (może nawet bursztynowych!).
     Nie zabrakło również nagrody w kategorii STRONG WOMAN dla pani prezes Wiesławy Sochy. Jako prawdziwa siłaczka, kobieta potrafiąca wszystko załatwić i wejść tam, gdzie nikt nie potrafi wejść, oraz mimo ogromnych trudności, nie tylko finansowych, potrafi świetnie zarządzać chórem, otrzymała … rękawice bokserskie. Mają one służyć jej w załatwianiu kolejnych, trudnych spraw związanych z naszym chórem.
     Pierwsza gala rozdania muzycznych „Oscarów” już za nami, ale emocje jeszcze długo nie opadną. Komu następnym razem przypadną wspaniałe wawrzyny?
     Na koniec koncertu na scenę wtargnęły cztery, znane nam już z warsztatów, zakonnice – Grażyna, Justyna, Gosia i czarnoskóra Magda. Po raz drugi, lecz po raz pierwszy przy tak licznej publice wyśpiewały i wytańczyły piosenkę z filmu „Zakonnica w przebraniu”. Publiczność pokładała się ze śmiechu. Natomiast małe dzieci, których było kilkoro na sali, po koncercie, z płaczem wychodziły z sali biblioteki, chcąc znowu zobaczyć taki ewenement jakim były zabawne, bo tańczące siostry zakonne. Brawa za odwagę i talent aktorski!
Publiczności – wielokrotnie zaskakiwanej – koncert chyba się podobał, bo brawa zebraliśmy niemałe!

A teraz czas na chwilkę refleksji…
Nie zaśpiewaliśmy wszystkich utworów idealnie, więc będzie nad czym nadal pracować! Nagłośnienie i akustyka nie były najlepsze, co ani nam nie pomogło w wykonaniu utworów, ani słuchaczom w ich odbiorze.
Wnioski: Koncert trzeba powtórzyć!!! KONIECZNIE!
W większej sali, z dobrym nagłośnieniem i bardziej utrwalonym repertuarem – występ powinien wypaść idealnie! No, prawie idealnie, bo przecież ideał to tylko wytwór naszej bujnej wyobraźni!

/Magda/

Koncert pasyjny

13.03.2010

„Jeszcze się kiedyś rozsmucę , jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie,
Jeszcze tak strasznie zapłaczę, że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie…”

     13 marca wieczorem zaczęliśmy nasze nabożeństwo pasyjne w kościele p.w. MB Częstochowskiej w Podlesiu. Pokłoniliśmy się Umęczonemu naszą pieśnią. Koncerty pasyjne „Harmonii” zawsze mają charakter modlitwy i kontemplowania słowa – tego mówionego i tego zawartego w utworach muzycznych. Modlitwy i zadumy nie przerywają oklaski…
W rozważaniach pasyjnych pomaga nam od wielu lat przygotowany komentarz słowny Maryli Gasz.
Tak było i tym razem. Pełni skupienia, z wypełnionym słuchaczami kościołem podążyliśmy Drogą Krzyża i Męki Pańskiej.

Zaśpiewaliśmy:
Chorał „Miłości cud” – J.S. Bach
Podnieście wzrok ku górom – J. S. Bach
Fragment z oratorium „Mesjasz” – J. Haendel  (solo Aleksandra Hanus)
O głowo uwieńczona – J. S. Bach
O, Jezu mój, o Zbawco mój
W krzyżu cierpienie
Stabat Mater – opr. Z. Kodaly
O Matko miłościwa
Per signum crucis – F. Durante
Fragment mszy h-moll „Crucifixus” – J. S. Bach
Witaj, Pokarmie
Dzięki Ci, Panie
Pie Jezu – G. Foure  (solo Aleksandra Hanus)
Fragment Requiem c- moll „Lacrimosa” – L. Cherubini
Fragment Requiem „Lacrimosa” – W. A. Mozart
O piękności niestworzona – słowa św. Faustyna
Eli, Eli… – G. Deakbardos
Stój przy mnie, Boże

Towarzyszyli nam:
Ewa Krusz – flet
Łukasz Krusz – skrzypce
Paweł Krusz – wiolonczela
Romuald Gizdoń – fortepian

/Ola/

Śnieżnobiałe warsztaty muzyczne z zakonnicami w przebraniu

05 – 07.03.2010

     Jak tradycja harmonijna nakazuje, po raz kolejny (jeśli o mnie chodzi to już po raz dwudziesty…?!) chór zorganizował warsztaty muzyczne, które odbyły się w zaprzyjaźnionym pensjonacie „Ostoja” w Wiśle Czarne. Właścicielka, Pani Marysia zawsze z radością wita nas w swoich progach, goszcząc przepysznym, prawdziwie swojskim jedzonkiem. Przez trzy dni harówka, ciągłe śpiewanie, z krótkimi przerwami na spacery w przepięknym zimowym krajobrazie. Każdy chórzysta wynosi (a przynajmniej powinien) wiele z tak intensywnej nauki nowych utworów. Tym razem czekał nas ogrom pracy – przypomnienie utworów na koncerty pasyjne, nowe i jakże wspaniałe utwory muzyki filmowej z takich filmów jak „Misja”, „Szeregowiec Ryan” i wiele, wiele innych. Szczególnie piosenka „The lion sleeps tonight” duetu Simon & Garfunkel wykorzystana w filmie „Król Lew” przypadła nam do gustu. W czasie wolnym wielokrotnie wyśpiewywaliśmy ją, nawet kilkakrotnie podczas wieczornego pieczenia kiełbasek w Kolibie.
     Pierwszy dzień warsztatów rozpoczął się zaraz po przepysznej kolacji wspólną próbą (bez podziału na głosy) w świetlicy pensjonatu. Jakże było ogromne zdziwienie, kiedy podczas próby, kolega bas powiesił przed nami plakat reklamujący występ nieznanego do tej pory zespołu „Amazing Transformers”, którego koncert miał odbyć się zaraz po próbie. Czy to jacyś zakonspirowani chórzyści chcą nam zrobić niespodziankę? Po zakończeniu próby, nagle wtargnęły do sali … zakonnice! Wśród męskiej części chóru zapanowało lekkie zamieszanie. Czyżby na piątkowy wieczór Pani dyrygentka zamówiła mszę z uczestnictwem sióstr zakonnych? A my tacy zmęczeni…. Pierwsze dwie zakonnice (jedna z nich przeorysza, jak później się okazało) weszły z minami bardzo poważnymi, ale ta trzecia z murzyńską fryzurą kogoś już nam przypominała. Kiedy weszła ostatnia z nich, blondynka w nowicjacie, byliśmy już pewni, że to grupa czterech zwariowanych chórzystek, naszych koleżanek czyli Grażyna, Justyna, Gosia i Magda. Zakonnice w przebraniu zaprezentowały nam utwór „I will follow him” i tak jak w filmie czarnoskóra piosenkarka (tu: Magda-alt) wykorzystując swój wokalny talent uczyniła z grupki zakonnic profesjonalny, czteroosobowy chór. Salwy śmiechu podczas tego mini koncertu były ogromne, a oklaskom nie było końca. Zakonnice zabisowały dopiero nazajutrz, ale już dla mniejszej grupki, spóźnionych na piątkowy wieczór harmonistów. Mamy nadzieję, że to nie ostatni taki występ naszych utalentowanych nie tylko muzycznie, ale i aktorsko koleżanek!
     Drugi dzień, to dzień intensywnych prób z krótkimi przerwami na spacery i oczywiście posiłki. Dopiero wieczorem w nagrodę za mozolną pracę wyruszyliśmy, brnąc po kolana w śniegu, do Koliby – chaty z wielkim paleniskiem pośrodku. Tam zjedliśmy pieczone kiełbaski, popijając grzanym winem i ku uciesze turystów z Wielkopolski i z ich udziałem, śpiewaliśmy radośnie wiele utworów, niekoniecznie biesiadnych. W późnych godzinach nocnych pożegnaliśmy naszych towarzyszy naszymi śląskimi przyśpiewkami.
     Nasze chóralne warsztaty zakończyliśmy niedzielnym obiadem w „Ostoi”, a następnie udaliśmy się do kościoła pw. św. Alberta w Ustroniu, gdzie uświetniliśmy mszę świętą, wykonując pieśni paschalne.
     Co pozostaje po takich warsztatach? Satysfakcja z nauczonych nowych utworów i wspaniałe wspomnienia. Teraz przed nami koncert filmowy, na którym popiszemy się znajomością tych utworów, które tak solidnie ćwiczyliśmy w Wiśle.

/Agnieszka K./

Narodził się Chrystus – weselmy się!!!

25.01.2010

     … I weselimy się co roku, niezmiennie, już podczas przygotowań do Świąt, w czasie naszej corocznej mszy świętej 6 stycznia oraz spotkania kolędowego w salce, podczas koncertów i spotkań kolędowych z udziałem mikołowskich chórów. Mamy w repertuarze tyle kolęd, że gdybyśmy mieli wykonać je wszystkie podczas jednego koncertu, to trwałby on dobrych kilka godzin. Szkoda, że nikt dotąd nie wpadł na ten pomysł.
     Czas kolęd, to czas wspomnień z dzieciństwa: zapachu pierników, wystanych w długiej kolejce pomarańczy… Serce nam każe śpiewać, że z żywota czystego, choć nie było miejsca dla Niego – narodził się Chrystus!
     Karnawał – najpierw zabawa 16 stycznia – tym razem inni śpiewają, a że przy tym też grają (wielkie brawa dla zespołu), to tańczyć można, a wręcz trzeba. Loteria fantowa – prowadzona tak mistrzowsko, że jak w „Milionerach” wszyscy wstrzymują oddech – uda się wylosować nagrodę główną (podwójne zaproszenie na przyszłoroczną zabawę „Harmonii”) czy też nagrodę mniej główną, ale za to praktyczną – płyn do mycia naczyń lub dorodną kapustę na niedzielny obiad dla całej rodziny.
     Koncert kolędowo- karnawałowy 24 stycznia – tym razem z udziałem mikołowskich solistów: naszej Oli Hanus, młodziutkiej Magdy Czarneckiej, Benona Maliszewskiego oraz Sylwestra Targosza-Szalonka, dodatkowo urozmaicony oczekiwaniem – zdąży jeden z solistów czy nie zdąży? Zdążył.
     Koncert uświetnili swoją grą: Romuald Gizdoń, Ewa Krusz, Łukasz Krusz i Cezary Karbowski. Podczas części kolędowej wzruszająca chwila – „Nie było miejsca dla Ciebie” z udziałem poproszonego z widowni pana Norberta Biega; tym bardziej wzruszająca, że kto przypuszczał, że to będzie Jego ostatni występ z „Harmonią” – a przynajmniej z ziemskim jej składem?

/Gocha/

Paukenmesse u „Piotra i Pawła”

14.11.2009

     W dniu 14-tego listopada 2009 roku w Kościele Piotra i Pawła w Katowicach zaśpiewaliśmy dla Państwa „Paukenmesse” J. Haydna. Koncertem tym uświetniliśmy Święto Niepodległości, 90-tą rocznicę I Powstania Śląskiego, 70-tą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej oraz 20-tą rocznicę rozebrania Muru Berlińskiego. Przywitała nas jak zwykle pięknymi, doniosłymi słowami pani Maria Gasz. Opowiadała o wolności, ojczyźnie, Narodzie Polskim oraz szeroko rozumianej kulturze, w jakże trudnych dla Polski czasach. Zostali wymienieni heroiczni bohaterzy I Powstania Śląskiego: Franciszek Feige, Józef Pukowiec, ks. Emil Szramek oraz Paweł Musioł. Chór wspaniale i pompatycznie wykonał „Missa in Tempore Belli” – mszę na czas wojny. Nasze serca i głosy brzmiały z pełnym patriotyzmem, a soliści zadziwiali swym kunsztem oraz charyzmą.
     Na bis zaśpiewaliśmy „Barkę” – ulubioną pieśń naszego cudownego Papieża Jana Pawła II, upamiętniając tym samym jego wielki wkład w upadek Muru Berlińskiego.
Wspaniały koncert, ogromne brawa… Dla takich chwil warto żyć…

/Aga/

Koncert w „Św. Annie” w Nikiszowcu

17.10.2009

     Święta Anna… zawsze darzyłem Ją uczuciem! Babcia Jezusa… i wszystkich ludzi! Przecież co kilka tygodni jadę na „Annaberg” koło Strzelec Opolskich. Gdy dowiedziałem się, że mikołowska „Harmonia” śpiewa u „Św. Anny”, nie zastanawiałem się… i pojechałem! Różaniec z „Harmonią” – mistyka i metafizyka!  A po ludzku… Piękne nabożeństwo! Uczta dla ducha! Chwila refleksji i zadumy i gdy przebierałem „paciorki jednego różańca” (tu skojarzenie celowe – a wujek Hetmański mieszkał niegdyś niedaleko pana Kutza! Po sąsiedzku, właściwie – z drugiej strony „placu”…) – to musiało wrócić, tu w tym miejscu – i filmy Kutza… i wizyty u Józka Hetmańskiego…
     Pani Maria Gasz nieraz mnie wzruszyła podczas „koncertów harmonijnych”, ale gdy na końcu wspólnej modlitwy wyjaśniła, że modliliśmy się słowami Jana Pawła II – pojąłem wielkość papieskiej modlitwy… uświadomiłem sobie, że właśnie po to tu przyjechałem. I chyba nie o wymienianie utworów śpiewanych chodzi, niektóre słyszałem wielokrotnie i zawsze brzmią nieco inaczej…
     Pani A. Hanus, śpiewająca „Ave Maria”… wzrusza, to „perełka”. Pani Dyrygent – Elżbieta Krusz skromnie kłaniająca się w stronę publiczności po wspólnej modlitwie – zawsze gotowa, skupiona prowadzi swój zespół z perfekcją… A ten Zespół modlił się z nami! A my… z Zespołem! W istocie rzeczy, najważniejsze było, że wspólnie „Ojcze nasz” i ”Zdrowaś Mario…” I ta chwila skupienia.
„Bóg zapłać”. To było piękne.

/sympatyk „Harmonii”/

Magnificat 2009

10.10.2009

     W sobotę 10 października uczestniczyliśmy w finale Festiwalu Pieśni Maryjnej Magnificat 2009. Konkursowe zmagania odbywały się w pięknej Bazylice NMP i św. Bartłomieja w Piekarach Śląskich. Przygotowaliśmy na tę okazję: „O Matko Miłościwa” w opr. Sykulskiego, „Ave Maria” F. Schuberta, „Bohorodice Djevo” S. Rachmaninowa oraz „Angelus Domini” F. Biebla.
     Może to obecność cudownego obrazu Piekarskiej Pani, może zacne jury, a może doskonały śpiew chóru występującego tuż przed nami sprawiły, że byliśmy stremowani i onieśmieleni. Mimo to, po wykonaniu pierwszego konkursowego utworu na twarzy pani dyrygent dało się dostrzec coś na kształt ulgi. W „Ave Maria” Schuberta Ola pewnym i donośnym głosem wykonała swoją solową partię, a chór wtopił się w tło, jak miał uczynić. Po wykonaniu „Bohorodice Djevo” w oczach pani dyrygent ujrzeliśmy światełko, które pozwoliło nam w siebie uwierzyć (później powiedziała, że utwór zabrzmiał zjawiskowo). Uwierzyliśmy. Tak bardzo, że ta wiara dodała nam skrzydeł. W przenośni i dosłownie – nasze głosy jak na skrzydłach pofrunęły wysoko, wysoko aż pod sklepienie Bazyliki. Tak wysoko, że oczy „sopranów” stawały się coraz większe i bardziej wyraziste:) Obawialiśmy się tylko, co powiedzą na to uszy szacownego jury.
     Udział w konkursie dla każdego jest ogromnym przeżyciem i sporą dawką adrenaliny (zwłaszcza dla takiego nowicjusza jak ja). Z Piekar Śląskich przywieźliśmy piękny dyplom oraz – za zajęcie II miejsca w kategorii chórów mieszanych – Puchar Prezesa Oddziału Śląskiego PZChiO Romana Warzechy. Przywieźliśmy też coś bezcennego – nowe doświadczenie oraz wynikającą z niego naukę na przyszłość, ale to już zupełnie inna historia.

/Gocha/

Wycieczka do Kielc

03 – 04.10.2009

     W dniach 3-4 października uczestniczyliśmy w wycieczce po Kielecczyźnie. Wyjazd tym razem miał charakter turystyczno – rekreacyjno – rozrywkowy. Ubrani ciepło – bo słusznie przekonani o prawdziwości nieliterackiego porównania, co to „p….” – no wieje 🙂 jak w kieleckiem” – wyruszyliśmy w sobotni poranek autokarem prowadzonym fachową ręką pani Renaty-zaprzyjaźnionej już z chórem kierowcy? kierownicy? kierowaczki? (powstało przy okazji wiele wariacji na temat rodzaju żeńskiego rzeczownika „kierowca”).
     W Kielcach czekał na nas wspaniały przewodnik – pan Leszek-człowiek niezwykle sympatyczny, pogodny i energiczny oraz – co najważniejsze – posiadający ogromną wiedzę o regionie i potrafiący w specyficzny sposób przekazać ją słuchaczom.
     W pierwszym dniu wyprawy zwiedzaliśmy miasto Kielce: usytuowany niemal w centrum miasta rezerwat przyrody Kadzielnia, Wzgórze Katedralne z barokowym Pałacem Biskupów Krakowskich (niestety tylko z zewnątrz), znajdującym się na jego tyłach ogrodem włoskim oraz przepiękną Bazyliką Katedralną pw. Wniebowzięcia NMP. Następnie udaliśmy się na Karczówkę – wzgórze w zachodniej części Kielc, na którego szczycie wznosi się pobernardyński klasztor z XVII w. oraz rezerwat przyrody. W kameralnym kościółku na Karczówce zaśpiewaliśmy – bo jakże nie wyrazić uwielbienia Stwórcy w tak pięknym miejscu?- m.in. „Tiebie Paiom”. Pomimo nieobecności pani dyrygent, zastępowanej podczas tego wyjazdu przez Olę, nasze wykonanie spodobało się organiście przygotowującemu się do mszy ślubnej, zapytał nawet czy jesteśmy chórem prawosławnym. Wychodząc z kościółka natknęliśmy się na państwa młodych, którym niespodziewanie – dla nich i dla siebie – zaśpiewaliśmy „Błogosławieństwo” . Byli bardzo zaskoczeni i wzruszeni.
     W tym dniu wdrapaliśmy się również drogą dla gawiedzi na chęciński zamek, gdzie na szczycie jednej z wież, upojeni nieograniczoną przestrzenią wokół nas, wykonaliśmy „Everybody sing freedom”. Pod wieczór dotarliśmy do ośrodka wypoczynkowego w Bochęcinie, tam po zjedzeniu obiadu i rozlokowaniu się w domkach (wszyscy) rozpoczęliśmy część rekreacyjną naszej wycieczki składającą się ze spaceru (większość), krótkiej ale radosnej kąpieli w stawie zwanym basenem kąpielowym (dwoje śmiałków) oraz nieplanowanego ogniska (znowu wszyscy).
     Wieczorem przystąpiliśmy do części rozrywkowej. W sali, gdzie odbywało się nasze spotkanie, było tak zimno, że byliśmy zmuszeni rozgrzewać się od wewnątrz, śpiewać gorące przeboje „Harmonii” oraz tańczyć do upadłego w rytm piosenek disco polo, z powodu braku płyt z innym gatunkiem muzyki.
     Niedzielę rozpoczęliśmy od zwiedzania jaskini „Raj”, później wpadliśmy z wizytą do Zagnańska, gdzie od około 650 lat stoi – obecnie już podparty i wzmocniony – słynny dąb „Bartek”.
     Kolejnym punktem programu naszej wycieczki była Łysa Góra, drugie co do wielkości wzniesienie Gór Świętokrzyskich, zwana również Świętym Krzyżem, na którą wjechaliśmy specjalną kolejką. Na szczycie Łysej Góry wznosi się pobenedyktyński klasztor – sanktuarium Święty Krzyż, cel licznych pielgrzymek z powodu przechowywanych tutaj relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Obecnie opiekę nad zespołem klasztornym sprawują ojcowie Oblaci. Są oni doskonałymi kucharzami,
o czym mieliśmy okazję się przekonać podczas obiadu w klasztornej jadalni. Przy okazji poznaliśmy jeszcze jeden z talentów naszego przewodnika – pana Leszka, który pełnym głosem wyśpiewał po góralsku modlitwę przed posiłkiem.
     Łysa Góra przed wiekami była miejscem kultu pogańskiego. Do dziś znane są legendy o odbywających się tutaj sabatach czarownic. Dlatego też niektórzy chórzyści obawiali się (bądź mieli nadzieję), że chórzystki na szczycie dosiądą mioteł i odlecą. Tak się jednak nie stało, po opuszczeniu Świętego Krzyża wszyscy razem pojechaliśmy do Kielc, gdzie w Bazylice Katedralnej mieliśmy zaszczyt śpiewać podczas mszy świętej. Piękne wnętrza, doskonały organista, cudownie brzmiące organy i my – nieco stremowani, przejęci. Ola zastąpiła godnie panią dyrygent, dała z siebie wszystko.
     Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Pozostał lekki katar (to te kieleckie wiatry), obolałe mięśnie (trzeba było tak nie szaleć na parkiecie) i miłe wspomnienia.

/Gocha/

Wizyta Białorusinów

24 – 27.09.2009

     Na zaproszenie odwiedził nas chór – właściwie zespół profesjonalnych muzyków, którzy pod patronacką nazwą „Społem” /czego nie należy mylić z polską spółdzielnią o tej samej nazwie/ zaśpiewał anielskimi głosami na naszym koncercie. Naszym – bo koncert organizujemy cyklicznie pod nazwą „Harmonia i jej goście”. Wszystko zaczęło się od przygotowań, pieczenia, gotowania itd. Czekaliśmy na gości, którzy w dniu przyjazdu rozpoczęli wizytę od zwiedzania Krakowa. Zrobił na nich wrażenie! Potem naszych naszych przyjaciół powitaliśmy w salce… i długo, długo byliśmy z nimi. Nie odbyło się bez nocnego spaceru po Mikołowie – oczywiście.
      Drugi dzień spędziliśmy razem na wspólnym muzykowaniu. Podczas koncertu w kościele w Kostuchnie jako pierwszy wystąpił chór gospodarzy – „Słowiczek”, potem my – czyli „Harmonia”… a potem prawdziwy muzyczny deser… czyli „Społem” z Mińska. O koncertach pewnie jeszcze przeczytamy… ale to była muzyczna uczta…
     A potem, potem wspólne biesiadowanie, operetek śpiewanie i walców wywijanie… trochę wzruszeń i uścisków… upominki i podziękowania, zapach tradycyjnego chleba przyjaźni prosto z Mińska. A potem… potem niedzielne „Babie lato”… wystąpiliśmy razem z innymi mikołowskimi chórami i orkiestrami na rynku. Szkoda tylko, że pora nie sprzyjała jeszcze spacerom – było dopiero po obiedzie:) Zaśpiewaliśmy jak umieliśmy radośnie i tak też pożegnaliśmy naszych gości…
     Pozostały wspomnienia, piękny śpiew wciąż brzmi w naszych uszach, chórzyści z Mińska zapisali się w naszych sercach, pozostały też adresy e-mail i płytki pamiątkowe… no i nadzieja, że może już w przyszłym roku to my wyruszymy do nich. To tacy otwarci i serdeczni ludzie… Kto był na koncercie musiał tego doświadczyć… A my cieszymy się, że mogliśmy dla nich i z nimi śpiewać – jak na chóralne „harmonijne społem” przystało.

/Ola/

2009 – 2010

2011 – 2012

2013 – 2016

2017 – nadal